Mikita Mikado z PandaDoc
Odcinek 020 Founder Coffee

Jestem Jeroen z Salesflare, a to jest Founder Coffee.
Co dwa tygodnie piję kawę z innym założycielem. Rozmawiamy o życiu, pasjach, wnioskach i nie tylko — w kameralnej rozmowie poznajemy osobę stojącą za firmą.
W tym dwudziestym odcinku rozmawiam z Mikitą Mikado, założycielem PandaDoc — jednego z wiodących rozwiązań do tworzenia ofert i wycen dla handlowców.
Mikita realizował amerykański sen: przeniósł się z Białorusi do Stanów Zjednoczonych, żeby założyć firmę. Na początku smażył burgery, pracował przy przeprowadzkach, sprzątał… Podejmował każdą pracę, jaką udało mu się znaleźć. Później założył firmę zajmującą się projektowaniem stron internetowych, zajął się rozszerzeniami do systemów zarządzania treścią, a następnie rozwiązaniami do obsługi dokumentów dla handlowców.
W ciągu zaledwie czterech lat Mikita zbudował firmę zatrudniającą około 160 osób, która koncentruje się na nauce, wywieraniu wpływu i dobrej zabawie.
Rozmawiamy o tym, jak rozwija kulturę, która wyróżnia PandaDoc, dlaczego większość czasu poświęca na komunikację i tworzenie strategii, a także o jego ulubionym hobby — surfingu.
Witamy w Founder Coffee.
Gdzie słuchać?
Tego odcinka możesz posłuchać na:
Transkrypcja
Jeroen: Cześć, Mikita. Miło gościć cię w Founder Coffee.
Mikita: Cześć, Jeroen. Cieszę się, że tu jestem.
Jeroen: Jesteś założycielem PandaDoc. Dla tych z nas, którzy nie zajmują się zbytnio dokumentami i podobnymi rzeczami — czym dokładnie zajmuje się PandaDoc?
Mikita: PandaDoc pomaga tworzyć sprzedaż skoncentrowaną na kliencie dzięki atrakcyjnym cyfrowym ofertom, umowom, podpisom, płatnościom i workflow wokół tych dokumentów. Tym właśnie się zajmujemy.
Jeroen: Czy chodzi głównie o projektowanie dokumentów, czy bardziej o podpisy albo workflow? A może o wszystko to naraz, w bardzo szerokim ujęciu?
Mikita: O wszystko to naraz, w bardzo szerokim ujęciu. Zasadniczo integrujemy się z twoim systemem CRM i pozwalamy zbudować bibliotekę szablonowych materiałów — czy będą to oferty, umowy, czy wyceny. Dzięki temu twój zespół sprzedaży może zaoszczędzić ogromną ilość czasu na generowaniu tych dokumentów, dostarczaniu ich klientom końcowym, współpracy z klientami i negocjowaniu dealów. Na koniec umożliwiamy klientowi końcowemu złożenie podpisu w wyznaczonym miejscu.
Jeroen: Tak, tak. To cały proces obsługi dokumentów. Ale wszystko wokół sprzedaży, jeśli dobrze rozumiem.
Mikita: Tak, sprzedaż jest naszym głównym obszarem zainteresowania.
Jeroen: Okej. Czy wynika to z tego, że wcześniej sam byłeś handlowcem, czy skąd dokładnie wziął się ten pomysł?
Mikita: Cóż, można powiedzieć, że pomysł narodził się z wewnętrznego problemu. Musiałem zajmować się sprzedażą. Wiele lat temu mój współzałożyciel i ja prowadziliśmy firmę programistyczną i tworzyliśmy oprogramowanie dla innych. Musieliśmy przygotowywać mnóstwo ofert sprzedażowych i uznaliśmy ten proces za wyjątkowo żmudny. Chcieliśmy więc stworzyć coś, co rozwiązałoby ten wewnętrzny problem.
Stworzyliśmy produkt — jeszcze nie PandaDoc — i odnieśliśmy z nim całkiem niezły sukces. Był skierowany wyłącznie do małych agencji zajmujących się projektowaniem stron internetowych i pomagał im automatyzować przygotowywanie ofert. Następnie odkryliśmy, że w procesie sprzedaży pojawia się znacznie więcej dokumentów, a wielu klientów, którzy kupili ten produkt, używało go nie tylko do ofert, lecz także do umów, SOW-ów, faktur i tak dalej.
Tak właśnie wygląda historia PandaDoc. Powiedziałbym, że cztery i pół roku temu, a może nawet pięć lat temu, wpadliśmy na pomysł stworzenia szerokiego, kompleksowego oprogramowania obejmującego cały proces od wyceny do płatności. Uruchomiliśmy je około trzy i pół roku temu.
Dzisiaj PandaDoc pomaga blisko 10 000 zespołów sprzedażowych działać w sposób skoncentrowany na kliencie, a także zwiększać efektywność i skuteczność.
Jeroen: Tak. Mówisz, że razem ze współzałożycielem mieliście firmę programistyczną. Czy twoje doświadczenie zawodowe jest związane z oprogramowaniem?
Mikita: Tak. Z zawodu jestem inżynierem oprogramowania.
Jeroen: Pochodzisz z Białorusi, zgadza się?
Mikita: Zgadza się.
Jeroen: Dorastałeś na Białorusi i studiowałeś inżynierię oprogramowania. Co dokładnie robiłeś później? Zanim założyłeś firmę programistyczną ze swoim współzałożycielem, miałeś jakieś prace, czy to było twoje pierwsze zajęcie po studiach?
Mikita: Pracowałem w najróżniejszych miejscach. Podejmowałem się różnych prac już jako dziecko. Myłem samochody i sprzedawałem jagody na targu rolniczym. Później pracowałem w budownictwie i sprzedawałem wszystko, co tylko dało się sprzedać — Pogs, jeśli pamiętasz tę grę, albo kartridże do Nintendo czy telefony komórkowe. Wszystko jedno.
Później dostałem naprawdę dobrą szansę wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Skorzystałem z niej, mając w plecaku jakieś 400 dolarów, i poleciałem do Honolulu na Hawajach. Tam imałem się najróżniejszych przypadkowych prac. Pracowałem jako barman. Na lotnisku przewracałem burgery na grillu, pracowałem też w kawiarni. Pomagałem przy przeprowadzkach. Sprzątałem. Wymień cokolwiek. Prawdopodobnie wykonywałem wszystkie prace fizyczne, jakie można znaleźć na Craigslist.
No, może poza przypadkowymi spotkaniami. Tego jednego nie robiłem, ale poza tym przez większość czasu byłem zajęty.
Jeroen: To było przed studiami informatycznymi czy inżynierią oprogramowania, po nich, czy w tym samym czasie?
Mikita: W trakcie.
Jeroen: W trakcie, okej.
Mikita: Tak.
Jeroen: Jedną ręką przewracałeś burgery na grillu, a drugą programowałeś.
Mikita: To zabawne, ale dokładnie tak to wyglądało. W ciągu dnia przewracałem burgery na grillu, a nocą próbowałem nadrobić naukę na uczelni na Białorusi, bo podczas pobytu w Stanach musiałem przenieść się na studia zdalne, żeby zdobyć dyplom. Poza tym na Białorusi, jeśli nie chodzisz do szkoły, trafiasz na kilka lat do wojska, a tam jest zupełnie inaczej. Przez większość czasu po prostu odgarnia się śnieg, więc uznałem, że lepiej jednak zdobyć ten dyplom.
Jeroen: Tak. Wyjechałeś do Stanów razem z rodziną, czy pojechałeś tam sam?
Mikita: Sam.
Jeroen: Sam.
Mikita: Tak.
Jeroen: Na czym dokładnie polegała ta szansa, dla której pojechałeś do Stanów bez rodziny i studiowałeś zdalnie?
Mikita: Średnia pensja na Białorusi wynosiła wtedy jakieś 300–400 dolarów miesięcznie. Jak możesz sobie wyobrazić, to niezbyt dużo. Chciałem więc móc coś zbudować — od zawsze chciałem mieć i prowadzić własną firmę. Wydawało mi się, nie wiem dlaczego, że pewnie dobrze sprzedawany jest amerykański sen, więc naprawdę uważałem, że Ameryka to najlepsze miejsce, żeby to osiągnąć.
Tak, chciałem zrobić w życiu coś ważnego. Chciałem zapewnić sobie godne życie i godne życie swojej rodzinie. Spakowałem więc walizkę i przeprowadziłem się do Stanów Zjednoczonych.
Jeroen: Super. Czy między studiami a tym startupem zrobiłeś coś jeszcze razem ze swoim współzałożycielem?
Mikita: Tak. Miałem firmę zajmującą się projektowaniem stron internetowych. Kiedy dopiero przyjechałem do Stanów Zjednoczonych, imałem się różnych przypadkowych prac, ale zacząłem od stworzenia strony internetowej i zajęcia się jej SEO, a potem od kierowania na nią ruchu i pozyskiwania zapytań dotyczących projektowania stron internetowych z Craigslist. Przerodziłem to w małą firmę.
Miałem jednego pracownika, a poza tym pracowałem sam. Współpracowałem też z kilkoma osobami z Białorusi. Mój współzałożyciel był jedną z nich, a wcześniej znaliśmy się z uniwersytetu. To była właściwie nasza pierwsza wspólna przygoda. Razem tworzyliśmy strony internetowe.
Jeroen: Okej. A potem jakoś przeszedłeś do tworzenia oprogramowania.
Mikita: Tak, zaczęliśmy od stron internetowych, a potem stworzyliśmy sporo rozszerzeń do różnych systemów zarządzania treścią internetową. Umieściliśmy je w internecie i zaczęliśmy je sprzedawać. Dzięki tym rozszerzeniom trafiali do nas również klienci, którzy chcieli je dostosowywać i modyfikować albo zlecać nam bardziej złożone prace.
W pewnym momencie postanowiłem spakować rzeczy i wrócić na Białoruś, żeby móc zatrudniać ludzi i zbudować firmę programistyczną — i właśnie to zrobiłem. Wydaje mi się, że zaczęliśmy tę firmę w 2007 roku. Rozwinęliśmy ją do około 30 pracowników. Potem pojawiły się Quote Roller, czyli produkt do tworzenia ofert, i PandaDoc. Ale to już inna historia.
Jeroen: Czy twój współzałożyciel nadal mieszka na Białorusi?
Mikita: Nie, przeprowadził się.
Jeroen: Przeprowadził się?
Mikita: Przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych. Jakieś dwa i pół albo trzy lata temu. Teraz kieruje naszym biurem na Florydzie.
Jeroen: Okej. Wygląda na to, że od zawsze pociągało cię budowanie startupów. Co tak bardzo cię w tym interesuje?
Mikita: Nie wiem. Po prostu lubię budować. Jako dziecko uwielbiałem klocki Lego.
Jeroen: Chodzi o samo budowanie.
Mikita: Tak. Lubię ten proces: składanie wszystkiego w całość, uruchamianie projektów i obserwowanie, jak odnoszą sukces albo ponoszą porażkę. Po prostu sprawia mi to przyjemność.
Jeroen: Czy chodzi o coś konkretnego? Bardziej o firmę, produkt, markę, czy o wszystkie te elementy?
Mikita: O wszystkie, tak. Nie powiedziałbym, że któryś z nich kocham najbardziej. Lubię je wszystkie.
Jeroen: Skoro widzisz siebie w roli osoby, która buduje takie rzeczy, to czy są jakieś inne startupy albo założyciele, których podziwiasz i myślisz sobie: „Wow. To, co stworzyli, jest niesamowite. Chciałbym, żebyśmy byli bardziej tacy jak oni”?
Mikita: Mam na myśli, że podziwiam wiele osób i wiele firm. Staram się jak najwięcej od nich nauczyć. Jeśli pomyślisz o jakiejkolwiek dobrze znanej marce SaaS, za każdą z nich stoi historia ogromu pracy i wielu trudności. To naprawdę, naprawdę trudne. Tak, jest wiele osób i wiele firm, które podziwiam i które są dla mnie inspiracją.
Jeroen: Rozumiem. Jaka jest teraz dokładnie twoja ambicja związana z PandaDoc?
Mikita: Są trzy rzeczy, na których mojemu współzałożycielowi i mnie naprawdę bardzo zależy.
Po pierwsze, chcemy się uczyć, rozwijać i stawać się coraz lepsi w tym, co robimy. Po drugie, chcemy wywierać wpływ, a kiedy zaczynaliśmy działalność, chcieliśmy, żeby z naszego produktu korzystało jakieś 1000 firm. Brzmiało to naprawdę, naprawdę świetnie. Potem to się zmieniło. Liczba wzrosła do 10 000. Potem znów się zmieniła. Było ich 100 000. A później znowu się zmieniła.
Pomyśleliśmy: okej, odnoszenie sukcesów przez naszych klientów jest naprawdę świetne. To niesamowite. To ogromny wpływ, ale rozejrzyjmy się dookoła. Stary, ludzie budują kariery w PandaDoc.
Świetnie się bawimy, oni też świetnie się bawią. Wszyscy się uczymy. Wszyscy wywieramy wpływ. Wpływ, jaki firma zaczęła wywierać na życie i kariery ludzi, jest również ogromny. Dodanie do tego wewnętrznego wymiaru wpływu jest czymś naprawdę niesamowitym.
Jeśli mogę pomóc komuś zbudować karierę, to jasne, że tak — to wspaniałe. Wpływ jest bardzo ważną częścią odpowiedzi na pytanie: „dlaczego robimy to, co robimy?”.
Na koniec chcemy też dobrze się bawić. Dopóki się uczymy, wywieramy wpływ i dobrze się bawimy, wszystko jest w porządku. To są nasze najważniejsze wartości i mówi się, że wartości nie są celami — z czym się zgadzam — ale dla mnie są ze sobą tak blisko powiązane, że bardzo, bardzo trudno je rozdzielić.
Tak, chcę, żeby PandaDoc było odnoszącą sukcesy firmą. Chcę, żeby PandaDoc było miejscem, w którym ludzie się uczą, w którym wywieramy wpływ na świat i społeczność, w której działamy, a przy tym chcę się dobrze bawić. Tego samego chcę dla naszych klientów. Chcę, żeby dobrze się bawili, korzystając z naszego produktu.
Jeroen: Tak. Widzę, że jesteście teraz mocno zaangażowani na ścieżce inwestycyjnej. Jak to działa? Bo wśród tych wartości i celów nie usłyszałem nic o celach finansowych, a dla stron, które prawdopodobnie pozyskałeś, to najważniejsza metryka. Jak łączysz te rzeczy?
Mikita: Jak łączę metryki finansowe i…?
Jeroen: Fakt, że ich cele różnią się od twoich. Cele da się jakoś połączyć z wpływem, ale nie łączą się z zabawą i nie bardzo łączą się z nauką.
Mikita: Właściwie uważam, że się łączą. Naprawdę tak uważam.
Jeroen: Z nauką?
Mikita: Tak. Właściwie i z zabawą, i z nauką. Nie da się zbudować odnoszącej sukcesy firmy programistycznej, jeśli nie czerpie się z tego przyjemności. To, co robimy, wymaga intensywnej pracy poznawczej. Nie da się wykonywać zadań wymagających takiego poziomu myślenia pod wpływem strachu ani z nudów — a jednocześnie wprowadzać innowacji.
Po prostu te rzeczy nie działają razem. Tak nie działa nasz mózg. Tak, właściwie uważam, że idą ze sobą w parze.
Jeśli chodzi o wpływ, to zdecydowanie jest on powiązany z wynikami finansowymi — pod warunkiem, że nasi klienci są zadowoleni. A właściwie najpierw: jeśli twoi pracownicy są zadowoleni, twoi klienci też będą. Kiedy klienci są zadowoleni, dobrze sobie radzisz. Wszystko jest więc ze sobą połączone. Wszystko się ze sobą przeplata.
Jeroen: Tak. W jaki sposób dbacie o to, żeby dobrze się bawić?
Mikita: W jaki sposób dbamy o to, żeby dobrze się bawić?
Jeroen: Co to oznacza w firmie? Chodzi o postawienie piłkarzyków albo coś w tym stylu?
Mikita: [śmiech] Piłkarzyki…
Jeroen: Dzisiaj przeczytałem na The Intercom Blog, że nie stawiają piłkarzyków, bo praca jest poważna i nie powinno się ich stawiać, bo to nie jest poważne.
Mikita: Rozumiem. W San Francisco nie mamy piłkarzyków. Możliwe, że mamy je na Białorusi. Mamy za to stół do ping-ponga.
Jeroen: Stół do ping-ponga?
Mikita: Tak. Mamy stół do ping-ponga, mówiąc zupełnie szczerze.
Przede wszystkim uważam, że żeby praca była dla kogokolwiek przyjemna, trzeba mieć poczucie odpowiedzialności za to, co się robi. Ważne jest, żeby mieć swój udział w tym, nad czym się pracuje. Ważne jest, żeby rozumieć wizję, misję i cele. Ważne jest, żeby rozumieć kierunek, w którym zmierza firma. Jeśli naprawdę się angażujesz i rozumiesz, o co chodzi, praca jest o wiele przyjemniejsza niż zwykłe wykonywanie obowiązków — jeśli wiesz, co mam na myśli.
Jeroen: Wiem, co masz na myśli.
Mikita: Nie wiem, dlaczego to robię. Nie wiem, jaki jest tego cel ani sens. Powiedziano mi, żebym to zrobił, i dostaję za to pieniądze, więc wykonuję swoją pracę. Kiedy jednak nie jest tak, kiedy wszystko wynika z misji i wizji, kiedy naprawdę ci zależy, jest o wiele przyjemniej — zwłaszcza gdy czujesz się odpowiedzialny za to, nad czym pracujesz, i naprawdę wierzysz w to, co robisz.
Jeroen: Super.
Mikita: Nie chcę udawać, że świetnie sobie z tym radzimy. Ale staramy się. Ja na przykład staram się umożliwiać innym osobom w PandaDoc wzięcie odpowiedzialności za ich część PandaDoc. To po pierwsze.
Jeroen: Odpowiedzialność.
Mikita: Tak, odpowiedzialność. Po drugie, możliwość podróżowania i kontaktu z innymi kulturami. Połowa naszej firmy, połowa naszych ludzi, jest na Białorusi, a druga połowa w Stanach Zjednoczonych. Staramy się łączyć ludzi, biura i poszczególne funkcje w firmie. To nie jest łatwe i wymaga dużo pracy od każdego pracownika, ale dzięki temu jesteśmy inni — i chcemy tacy być.
Staramy się łączyć i mieszać różne kultury, a do tego mamy budżet na podróże. Jest też budżet edukacyjny i budżet, dzięki któremu każdy może się dobrze bawić. Kiedy więc naprawdę dobrze nam idzie, wyjeżdżamy gdzieś razem i robimy tego typu rzeczy.
No i wreszcie są po prostu zwykłe, typowe dla startupów sposoby na dobrą zabawę. Organizujemy imprezy. Myślę, że wiele osób w PandaDoc się przyjaźni, więc chodzimy razem na koncerty i inne wydarzenia. W ten weekend odwiedziło nas kilka osób z Białorusi. Pojechaliśmy na surfing.
Przyjechał też nasz VP marketingu, więc mieliśmy małą grupę, która się tym zajmowała. W poprzedni weekend albo dwa weekendy wcześniej zorganizowaliśmy grilla. Robi się takie rzeczy. Wiele firm tak robi, więc my również.
Jeroen: Wróćmy do poważnych tematów. Czym zajmujesz się na co dzień?
Mikita: Czym zajmuję się na co dzień? Na tym etapie komunikuję się. Naprawdę, tym właśnie zajmuję się każdego dnia. W PandaDoc pracuje już 160 osób, prawda? Kiedy było nas 30, odpowiedziałbym na to pytanie: „Och, zajmuję się pewnymi rzeczami związanymi z produktem”. Albo: „Tym”. Albo: „Tamtym”. Albo: „Ble, ble, ble”. Ale teraz tak naprawdę już niczego nie robię.
Wszystko, co robię, to rozmowy. To właśnie jest teraz moja najważniejsza praca: komunikowanie wizji, celów, misji, tego, co robimy i dlaczego to robimy — i powtarzanie tego w kółko, w kółko, w kółko, i jeszcze raz w kółko.
Następnie pracuję z zespołem zarządzającym i resztą firmy nad strategią firmy. Znowu, kilka lat temu było to bardzo niejasne: co właściwie znaczy „strategia”? Co to znaczy, że „pracujesz nad strategią”?
Teraz jednak staje się to o wiele bardziej konkretne. Rzeczywiście pracuję nad strategią. Dużo planuję. Staram się upewnić, że strategia jest solidna, poddaję ją próbom wytrzymałości, zbieram na jej temat opinie i tak dalej.
No i wreszcie, oczywiście, relacje zewnętrzne — czy to z inwestorami, analitykami, innymi CEO, czy… na tym poprzestańmy. Ach, i jeszcze partnerzy. To ważna kwestia.
Jeroen: Tak. Wspomniałeś, że strategia stała się teraz o wiele bardziej konkretna. Co to właściwie znaczy?
Mikita: To znaczy, że rzeczywiście poświęcam na nią dużo czasu i faktycznie się nią zajmuję. Tak. Właśnie to mam na myśli.
Jeroen: Dobrze. Zajmujesz się strategią.
Mikita: Tak.
Jeroen: Okej.
Mikita: W zasadzie prawdopodobnie przygotowywałbym dziesięć prezentacji na kwartał, na najróżniejsze tematy. Istnieje główna prezentacja dotycząca działalności firmy. Z czasem trochę się zmienia, jest dopracowywana, trzeba ją odpowiednio komunikować i tak dalej. Na jej podstawie powstaje plan roczny, który również jest dopracowywany i odpowiednio komunikowany. Potem jest plan kwartalny, który także jest dopracowywany i odpowiednio komunikowany. I tak dalej.
Jeroen: Przy tym wszystkim — co właściwie sprawia, że działasz dalej? Co dodaje ci energii?
Mikita: Co dodaje mi energii?
Jeroen: Tak. Robisz to wszystko już od lat. Jak udaje ci się działać dalej?
Mikita: Właściwie nie wiem.
Jeroen: Okej.
Mikita: Nie wiem. Nie potrafiłbym dokładnie odpowiedzieć, co dodaje mi energii. Myślę, że jestem normalnym człowiekiem, więc wygrywanie zdecydowanie pomaga uwalniać odpowiednie hormony, utrzymywać ekscytację i motywację do wymyślania czegoś nowego oraz generowania pomysłów. Naprawdę lubię też kończyć projekty — niezależnie od tego, jak się potoczą i czy okażą się sukcesem, czy porażką. Po prostu lubię doprowadzać sprawy do końca. Kontakt z ludźmi również sprawia, że jesteś dużo szczęśliwszy. Tak, te rzeczy pomagają ci iść naprzód, a oczywiście moja rodzina jest dla mnie ogromnym wsparciem.
Jeroen: Masz żonę i dzieci?
Mikita: Tak, mam żonę i dwoje dzieci.
Jeroen: Jak udaje ci się to wszystko równoważyć? Dużo pracujesz w domu czy głównie jeździsz do biura? Ile godzin pracujesz?
Mikita: Głównie jeżdżę do biura. Nie mam właściwie z góry zaplanowanego rozkładu dnia, ale jeśli nie pracuję przed dziewiątą, to znaczy, że coś jest nie tak. Naprawdę nie mam z góry zaplanowanego rozkładu dnia. Czasami biorę lot w środku tygodnia albo próbuję pracować poza biurem, żeby po prostu zresetować umysł.
Moja praca nie polega na spędzaniu wielu godzin w biurze. Nie wierzę, że właśnie tak mogę być skuteczny. Moja praca polega na podejmowaniu właściwych decyzji, a do tego potrzebny jest jasny umysł — taki, którym nie kieruje lęk, który nie jest zmęczony, przestraszony ani ogarnięty żadnymi innymi negatywnymi emocjami, które możemy odczuwać z tego powodu.
Jeroen: Jak udaje ci się zachować jasność umysłu?
Mikita: Och, robię mnóstwo rzeczy. Ta, ta, ta, ta — medytuję. Lubię rano biegać. Surfuję. Surfing jest niesamowity, a surfing w Kalifornii, gdzie mieszkam, oznacza pływanie w zimnej wodzie. Zimna woda — czy to pod postacią zimnych pryszniców, czy surfowania na zachodnim wybrzeżu w środkowej Kalifornii — ma w sobie coś, co odświeża. Doładowuje cię i daje spokój. Surfing daje mi spokój. Co jeszcze?
Jeroen: To dość, jak to powiedzieć?
Mikita: Trening.
Jeroen: Tak, to całkiem intensywny trening.
Mikita: To jest trening.
Jeroen: Wydaje mi się, że surfing w większości miejsc odbywa się w zimnej wodzie, przynajmniej z tego, co wiem. Jeśli pojedziemy surfować do Hiszpanii czy gdzieś w tym stylu, woda jest całkiem zimna. Jeśli pojedziesz, powiedzmy, na Bali, być może będzie ciepła. Nie wiem.
Mikita: Tak, stary, mieszkałem na Hawajach i tam jest pięknie.
Jeroen: Ciepło?
Mikita: Ależ ciepło.
Jeroen: Tak.
Mikita: Naprawdę jest tu przyjemnie.
Jeroen: Czy to właśnie tam najchętniej spędzasz czas, kiedy nie pracujesz? Z rodziną i uprawiając sport albo surfując?
Mikita: Tak. Z rodziną i uprawiając sport. Szczerze mówiąc, gdybym mógł spędzić urlop w lesie, powiedzmy przez miesiąc, zdecydowanie zrobiłbym to z rodziną, z deską surfingową czy czymś w tym rodzaju. Coś takiego. Byłbym naprawdę szczęśliwy.
Jeroen: Tak. To właśnie robisz — gdybyś nie pracował w PandaDoc, byłoby to coś takiego czy raczej założenie innej firmy?
Mikita: Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Szczerze mówiąc, myślałem o tym, ale nie wiem, czy bym się nie nudził, to znaczy czy nie znudziłbym się bardzo szybko, ale na pewno spróbuję. Chodzi po prostu o dostrzeżenie różnicy, bo tempo życia w Dolinie Krzemowej i tempo pracy w startupie są bardzo wysokie. Jest intensywnie, prawda? Tak, czasami naprawdę zaczynasz potrzebować przerwy albo odrobiny czasu na odpoczynek. Ostatnie pięć dni całkowicie spełniły ten cel. To wystarczyło. Tak, nie wiem, czy dałbym radę wytrzymać dużo dłużej niż pięć dni.
Jeroen: Czy lubisz przeczytać książki?
Mikita: Owszem, ale znacznie częściej ich słucham. Ostatnio słucham dużo więcej książek.
Jeroen: Jaka jest ostatnia dobra książka, której słuchałeś, i dlaczego akurat jej?
Mikita: Ostatnia, której słuchałem, nosi tytuł Quiet Leadership. To dobra książka o zarządzaniu, ale opartym na teorii zarządzania bazującej na neuronauce. Była naprawdę interesująca.
Wcześniej słuchałem Crucial Conversations Kerry’ego Pattersona — bardzo dobrej książki, niezwykle przydatnej osobom na stanowiskach kierowniczych. Właściwie poleciłbym ją każdemu, bo pokazuje, jak prowadzić trudne rozmowy, które są niezwykle ważne.
Wcześniej przeczytałem książkę o CIA. Nie ma znaczenia, jak się nazywała. Jeszcze wcześniej — Pięć dysfunkcji pracy zespołowej, niesamowita książka. Polecam ją każdemu. Tak właśnie wyglądały książki, których ostatnio słuchałem.
Jeroen: Ostatnie pytanie: gdybyś miał zacząć pracę nad PandaDoc od nowa, co zrobiłbyś inaczej?
Mikita: O rany, mnóstwo rzeczy. Tak wiele rzeczy zrobiłem źle. Myślę, że największą zmianą byłoby większe skupienie na ludziach. Zdecydowanie. Nie jestem chyba najbardziej… och, trudno to przyznać, ale jestem bardzo analityczny. Nie jestem szczególnie empatyczny.
Jeroen: Czyli bardziej skupiony na zadaniach, a mniej na ludziach.
Mikita: Dokładnie. I właśnie to bym zmienił — proporcje między tymi obszarami. Zmieniłbym je.
Jeroen: Tak. Świetnie, to wszystko na dzisiaj, Mikita. Dziękuję, że byłeś gościem Founder Coffee.
Mikita: Cała przyjemność po mojej stronie!
Podobało się? Przeczytaj wywiady Founder Coffee z innymi założycielami. ☕
Mamy nadzieję, że podobał ci się ten odcinek. Jeśli tak, zostaw nam recenzję w iTunes!
Więcej gorących tematów o startupach, rozwoju i sprzedaży


