Xenia Muntean z Planable

Odcinek 033 Founder Coffee

Xenia Muntean z Planable

Jestem Jeroen z Salesflare, a to jest Founder Coffee.

Co trzy tygodnie piję kawę z innym założycielem. Rozmawiamy o życiu, pasjach, doświadczeniach i nie tylko — podczas szczerej rozmowy poznajemy osobę stojącą za firmą.

W tym trzydziestym trzecim odcinku rozmawiałem z Xenią Muntean, współzałożycielką Planable — platformy do współpracy i zatwierdzania treści w mediach społecznościowych, stworzonej z myślą o agencjach i większych firmach.

Xenia założyła agencję mediów społecznościowych w Mołdawii, kiedy studiowała na uniwersytecie, i rozwinęła ją do zespołu liczącego siedem osób. Następnie założyła Planable, aby rozwiązać jeden z problemów związanych ze współpracą, z którymi mierzyli się w jej agencji.

Jej startup został odkryty przez akcelerator w Rumunii, a później przez Techstars w Londynie.

Rozmawiamy o tym, dlaczego warto zatrudniać powoli, aby budować kulturę organizacyjną, o tym, jak bardzo cieszy ją rebranding Planable, o powrocie do ceramiki i biżuterii oraz o długiej drodze do osiągnięcia dopasowania produktu do rynku.

Witamy w Founder Coffee.


Gdzie słuchać?

Wypróbuj CRM Salesflare

Tego odcinka możesz posłuchać na:


Transkrypcja

Jeroen: Cześć, Xenia. Wspaniale, że jesteś dziś w Founder Coffee.

Xenia: Cześć, Jeroen. Bardzo dziękuję za zaproszenie.

Jeroen: Jesteś więc współzałożycielką Planable. Dla tych, którzy nie znają Planable — czym się zajmujecie?

Xenia: Planable to kreatywne narzędzie do pracy dla zespołów zajmujących się mediami społecznościowymi. Pomaga zespołom marketingowym wspólnie tworzyć treści do mediów społecznościowych. Ułatwia im lepszą pracę zespołową, uzgadnianie kierunku treści, które stworzyli, wizualizowanie ich i publikowanie w bardzo sprawny sposób. Wszystko w jednym miejscu. To więc coś w rodzaju narzędzia zwiększającego produktywność zespołów zajmujących się mediami społecznościowymi.

Jeroen: Mówimy więc o dużych zespołach? Albo o dużych firmach i agencjach? Kto korzysta z Planable?

Xenia: Zdecydowanie agencje, ponieważ agencje z założenia współpracują z wieloma osobami i ze swoimi klientami. Domyślnie działają więc w środowisku opartym na współpracy. Muszą prezentować klientom swoją pracę i uzyskiwać ich akceptację. Taki rodzaj pracy jest dla nich niezbędny ze względu na model biznesowy. Dotyczy to jednak również większych zespołów pracujących wewnątrz firm. Wiesz, pięcioosobowych i większych. A nawet mniejszych, jeśli są rozproszone, pracują zdalnie i potrzebują miejsca do komunikacji na temat pracy, którą wykonują.

Ale tak, problem zwykle staje się bardziej chaotyczny i złożony, gdy w tworzenie treści do mediów społecznościowych zaangażowanych jest więcej osób.

Jeroen: Jak zaczęłaś tworzyć rozwiązanie tego problemu? Czy sama się z nim zetknęłaś?

Xenia: Cóż, podobnie jak w twojej historii, Jeroen, działaliśmy w tej branży. Na własne oczy zobaczyliśmy ten problem. Sami go odczuliśmy. Osobiście zmagaliśmy się z jego konsekwencjami. Zanim powstało Planable, prowadziłam małą agencję marketingu w mediach społecznościowych, a moi techniczni współzałożyciele pracowali w podobnej agencji. Rozmawialiśmy o wyzwaniach, z którymi mierzyliśmy się w pracy, i o tym, jak trudno było zbierać wewnętrznie opinie od członków zespołu.

Tworzyliśmy kalendarze treści do mediów społecznościowych w Excelu, a czasem w PowerPoincie, i udostępnialiśmy je e-mailem wewnątrz agencji, a następnie wysyłaliśmy je klientom, aby uzyskać ich akceptację. To był po prostu bardzo niedopracowany proces.

Mamy również doświadczenie w projektowaniu graficznym i zawsze myśleliśmy: „Projektanci mają InVision, dzięki któremu mogą współpracować nad makietami i plikami projektowymi, które tworzą”. W InVision niezwykle łatwo zostawić komentarz, udostępnić klientom swoją pracę i pokazać ją wewnętrznie.

To naprawdę piękny proces, a praca w InVision jest dla projektanta bardzo przyjemna. Marketerzy nie mieli jednak niczego podobnego w obszarze mediów społecznościowych.

Nie mieli niczego równie płynnego i eleganckiego, a jednocześnie tak opartego na współpracy i wizualnego, jak rozwiązanie, z którego projektanci korzystają w InVision. Tak narodził się pomysł na Planable. Chcieliśmy po prostu uprościć naszą pracę i sprawić, żeby była trochę przyjemniejsza. Planable powstało właśnie po to.

Jeroen: Czyli wspomniałaś, że harmonogramy były zasadniczo rozsyłane w plikach Excela, a ludzie przekazywali w nich swoje uwagi.

Xenia: Tak.

Jeroen: A jak przed Planable przygotowywałaś makiety postów w mediach społecznościowych? Miałaś do tego jakieś narzędzie? Jak to wizualizowałaś, czy były to po prostu kilka linijek tekstu, które każdy musiał sobie wyobrazić?

Xenia: O Boże, to naprawdę ciekawa historia. Zwłaszcza kiedy miałam bardzo ważnych klientów, którzy bardzo poważnie podchodzili do swoich grantów — na przykład Coca-Cola w Europie Wschodniej. Miałam plik Photoshopa, w którym przygotowywałam makietę tego, jak będzie wyglądać cała ich oś czasu, ze wszystkimi postami, które planowaliśmy opublikować w następnym tygodniu albo miesiącu. To była żmudna praca.

Później poszłam po rozum do głowy i stworzyłam fikcyjną stronę na Facebooku, na której mogłam po prostu przygotować makiety postów, zrobić zrzut ekranu i wysłać go klientom albo wewnętrznie w zespole. To było dobre rozwiązanie, bo klientom łatwo było zrozumieć, jak ostatecznie będzie wyglądać ich treść.

Dla mnie też było to dobre, bo mogłam upewnić się, że post wygląda tak, jak zamierzałam. Arkusze kalkulacyjne i Excel to po prostu fatalny sposób prezentowania treści wizualnych. Nie da się tego zrobić dobrze. Możesz tylko polegać na wyobraźni innych i liczyć na to, że odgadną, co miałaś na myśli, przygotowując ten post.

Tak właśnie robiłam to wtedy. A w Planable możesz po prostu stworzyć post, który wygląda dokładnie tak jak na danej platformie społecznościowej. Dokładnie tak, jak powinien wyglądać na Twitterze, Instagramie, LinkedInie i Facebooku. W Planable to, co widzisz, jest dokładnie tym, co ostatecznie otrzymasz.

Jeroen: Jasne. Ta agencja marketingu w mediach społecznościowych była twoją agencją czy gdzieś wtedy pracowałaś?

Xenia: Nie, założyłam ją na drugim roku studiów. Działałam w organizacji studenckiej, a jeden z partnerów, jeden ze sponsorów tej organizacji, szukał kogoś do prowadzenia swoich mediów społecznościowych. I tak oto pojawiłam się ja — młoda i głodna sukcesu. W ten sposób zaczęła się moja przygoda z agencją.

Studiowałam wtedy public relations i komunikację masową, więc praca w tej branży była jednym z moich marzeń. Praca w reklamie. Tak naprawdę nigdy nie wyobrażałam sobie, że założę agencję. To było marzenie, którego wcale nie miałam, ale stało się rzeczywistością.

Na początku agencja składała się tylko ze mnie, a później było nas około sześciu czy siedmiu osób. Zajmowaliśmy się nie tylko mediami społecznościowymi, lecz także stronami internetowymi i brandingiem. W ten sposób lepiej poznałam branżę oraz wyzwania, z którymi mierzą się marketerzy.

Jeroen: Czy ta agencja nadal istnieje?

Xenia: Nie. Kiedy zaczęłam pracę nad Planable, razem ze współzałożycielami zostawiliśmy wszystko, czym wtedy się zajmowaliśmy. Zamknęłam swoją agencję. Mój współzałożyciel techniczny, Nick, odszedł z agencji, w której pracował. A mój trzeci współzałożyciel, Vlad, rzucił studia, żeby zająć się Planable. Zostawiliśmy za sobą naprawdę sporo. Nie tylko pracę, lecz także przenieśliśmy się do innych krajów. Zaczynaliśmy w Republice Mołdawii — stamtąd pochodzimy. Później przenieśliśmy się do Rumunii, żeby rozwijać firmę.

Jeroen: Dlaczego przenieśliście się do Rumunii? Czy Rumunia jest lepszym miejscem na założenie start-upu?

Xenia: Po pierwsze, Rumunia jest w Unii Europejskiej i, powiedziałabym, oferuje po prostu lepsze możliwości gospodarcze. Są tam inwestorzy. To rozwijający się — nie powiedziałabym, że „silny”, ale nadchodzący — ekosystem start-upów, ponieważ działają tam aniołowie biznesu i silne uczelnie techniczne, są akceleratory oraz całkiem sporo wydarzeń, takich jak to, na którym będziemy występować. Jest też wiele innych konferencji i platform dla start-upów.

Są tam również inspirujące historie sukcesu, jak ta, o której prawdopodobnie słyszało już wiele osób — UiPath, jednorożec z Europy Wschodniej. Wszystkie te inspirujące historie z Rumunii tworzą po prostu lepsze warunki do budowania start-upu niż w Mołdawii. Mołdawia wciąż próbuje rozwijać ten ekosystem. Powiedziałabym jednak, że Rumunia jest kilka kroków do przodu.

Jeroen: Jasne. Czyli kiedy chcieliście założyć własną firmę, uznaliście, że Mołdawia nie jest do tego odpowiednim miejscem, i wszyscy zdecydowaliście się przenieść do Rumunii?

Xenia: Tak. Tak naprawdę odkrył nas akcelerator w Rumunii. Znalazł nas w Mołdawii, kiedy pracowaliśmy nad pomysłem na Planable, i zaprosił nas do udziału w akceleratorze w Rumunii. W ten sposób się przenieśliśmy.

Rozpoczęcie działalności jest naprawdę trudne, kiedy nie ma się wsparcia innych osób, i myślę, że to był ogromny czynnik, który pomógł nam zbudować firmę. Sam fakt, że mieliśmy akcelerator potwierdzający, że to, co robimy, ma sens, zrobił ogromną różnicę. Byli gotowi poświęcić czas i zainwestować w nas, żebyśmy mogli zbudować firmę i rozwijać ją dalej.

Myślę, że bez tych rzeczy zdecydowanie da się zbudować firmę, ale jest łatwiej, kiedy ma się ludzi, którzy potwierdzają, że to, co robisz, ma sens.

Jeroen: Zdecydowanie. Wspomniałaś, że zaczęłaś, bo ktoś potrzebował osoby do prowadzenia mediów społecznościowych?

Xenia: Tak.

Jeroen: Czy wtedy po raz pierwszy zdecydowałaś się założyć firmę, czy już wcześniej miałaś to w planach?

Xenia: Nie. Jestem przedsiębiorczynią z przypadku. Nigdy nie marzyłam o tym, żeby w pewnym momencie zostać przedsiębiorczynią. Mołdawia to przecież maleńki, postsowiecki kraj w Europie Wschodniej, a ludzie nie mają tam przedsiębiorczych aspiracji. To nie jest trend. Młodzi ludzie nie marzą o tym, żeby kiedyś zostać przedsiębiorcami. Nie było więc tak, że cały czas o tym myślałam. Po prostu mi się to przydarzyło i przez pewien czas nawet nie zdawałam sobie sprawy, że właśnie to robię.

Ale moja agencja nie była moim pierwszym przedsięwzięciem. Jeszcze przed jej założeniem, w liceum, miałam mały biznes. Nawet nie myślałam o nim jak o firmie, ale przynosił pieniądze. Robiłam ręcznie biżuterię i sprzedawałam ją w internecie. Można więc powiedzieć, że było to modowe e-commerce — jeśli chcemy trochę przesadzić.

Była to jednak moja pierwsza próba prowadzenia biznesu. Całkiem udana. Była rentowna, podobnie jak agencja. Tak właśnie zaczęła się moja droga.

Jeroen: Czy w przypadku twoich współzałożycieli było podobnie, czy to ty wciągnęłaś ich w przedsiębiorczość?

Xenia: Cóż, pomysł na Planable w obecnej formie jako pierwszy przyszedł do głowy mojemu współzałożycielowi, Nickowi. Myślę więc, że on również miał w sobie ducha przedsiębiorczości, choć sądzę, że był to pierwszy biznes, w który się zaangażował. Planable to jego pierwsza firma. Myślę jednak, że wszyscy mieliśmy w sobie tę żyłkę do działania. Vlad, mój trzeci współzałożyciel, założył kilka organizacji pozarządowych jeszcze w liceum.

Wszyscy mieliśmy więc w sobie tę ambicję, choć w tamtym czasie nie przełożyła się ona jeszcze na tradycyjne firmy.

Jeroen: Mhm. Super. A jakie jest teraz twoje marzenie jako przedsiębiorczyni z przypadku? Jak mierzysz sukces, powiedzmy?

Xenia: Wow. To trudne pytanie. Masz na myśli sukces osobisty, w życiu, czy sukces w biznesie?

Jeroen: Myślę, że możesz uwzględnić oba. Dla wielu przedsiębiorców sukces w biznesie jest sukcesem w życiu. A przynajmniej jego dużą częścią, tak mi się wydaje.

Xenia: Tak.

Jeroen: Ale nie musi tak być.

Xenia: Tak. Nie postawiłabym ich na równi.

Jeroen: Nie, zdecydowanie nie.

Xenia: Bo to niebezpieczna droga. Dla mnie sukces w biznesie oznaczałby jednak rzeczywistą transformację tego, jak marketerzy pracują dzisiaj. Możesz zbudować firmę wartą wiele milionów. Możesz generować naprawdę duży przychód i mieć mnóstwo klientów, a mimo to niczego nie zmienić. Zwłaszcza jeśli działasz w segmencie enterprise. Możesz podpisać całkiem sporo umów, ale zdecydowana większość tych licencji nie jest aktywna, ludzie tak naprawdę nie korzystają z produktu, a ty w rzeczywistości nie zmieniasz sposobu, w jaki pracują.

Myślę więc, że mierzyłabym swój sukces tym, czy rzeczywiście udało nam się zmienić tę branżę. Oczywiście wiązałoby się to z większymi liczbami — zarówno jeśli chodzi o przychód, jak i liczbę umów — ale dla mnie sukces w Planable oznacza zmiany w branży i sprawienie, że ludzie naprawdę pożegnają się z Excels, Microsoft Outlook, Google Drive i wszystkimi tymi archaicznymi narzędziami.

Dużą częścią sukcesu w Planable jest też budowanie kultury, która sprawia, że rano wstajesz z ekscytacją. Naprawdę nie możesz się doczekać, żeby iść do pracy. Myślę, że to dla mnie bardzo, bardzo ważna kwestia — zarówno zawodowo, jak i w pewnym sensie osobiście.

Tak właśnie zdefiniowałabym sukces: mieć naprawdę świetny zespół i pomagać branży się zmieniać.

Jeroen: Z jednej strony wygląda na to, że chcecie zbudować dużą firmę, a przynajmniej obsługiwać wielu klientów, bo — jak sądzę — jest to swego rodzaju warunek, żeby zmienić sposób, w jaki ludzie pracują.

Xenia: Tak.

Jeroen: Z drugiej strony dużą wagę przywiązujecie do budowania firmy z odpowiednią kulturą. Jak zamierzacie pogodzić te dwie kwestie?

Xenia: Tak, to dobre pytanie. Naprawdę trudno mieć jedno i drugie, bo im bardziej się rozwijasz, tym trudniej jest zachować kulturę w takiej formie, jaką zakładałeś na początku. To niełatwe, ale kiedy rekrutujemy nowe osoby do Planable, pierwszą rzeczą, na którą zwracamy uwagę, jest ich nastawienie. A jeśli nie znajdziemy kogoś, o kim możemy powiedzieć: „Zdecydowanie tak”, to postanawiamy rozpocząć cały proces od nowa.

Dlatego dla nas, zwłaszcza teraz, kiedy wciąż jesteśmy małym zespołem i mamy w firmie zaledwie 10 osób, naprawdę ważne jest, żeby każda osoba dołączająca do Planable była tym równie podekscytowana, co my nią. To trudne, ale sądzę, że jest wykonalne, jeśli trzymasz się swoich wartości i zasad oraz jeśli nie idziesz na kompromisy. Ja z pewnością wcześniej szłam na kompromisy w rekrutacji i nigdy nie kończyło się to dobrze.

Rekrutujesz więc osoby błyskotliwe, niezwykle inteligentne i bardzo utalentowane, ale nie ma między wami stuprocentowego porozumienia. Wydaje ci się, że ich inteligencja i zainteresowanie firmą sprawią, że wszystko ostatecznie się ułoży, ale jeśli nie ma chemii, to na końcu i tak nie zadziała. W pewnym momencie coś zacznie się psuć i stanie się to problemem.

Wyciągnęłam z tego wniosek i teraz staramy się upewnić, że osoby, które do nas dołączają, są zadowolone — i że my również jesteśmy zadowoleni. Sądzę, że da się to osiągnąć. Można mieć dużą firmę oraz szczęśliwą, świetną i fajną kulturę, ale zdecydowanie nie jest to łatwe.

Jeroen: Tak.

Xenia: No właśnie. Trzymajmy kciuki.

Jeroen: Pozostając trochę przy tym samym temacie: czy zamierzacie rozwijać firmę dzięki bootstrappingowi, czy szukacie finansowania?

Xenia: Cóż, już pozyskaliśmy pieniądze, więc etap bootstrappingu mamy za sobą. Właściwie od początku byliśmy finansowani. Trzy lata temu, kiedy zakładaliśmy firmę, otrzymaliśmy niewielką inwestycję od rodzinnego funduszu — coś w rodzaju inwestycji anielskiej — w wysokości 20 tysięcy. Później wzięliśmy udział w Techstars w Londynie i ponownie otrzymaliśmy 120 tysięcy. Niedawno zamknęliśmy też rundę seed. Zdecydowanie wybieramy więc łatwiejszą drogę.

Jeroen: Zajrzałem na Crunchbase, żeby coś o was znaleźć, i zamiast Rumunii widnieje tam Londyn.

Xenia: Tak, bo firma jest zarejestrowana w Londynie. Teraz już to zmieniliśmy. To klasyczna Delaware inc., czyli obecnie firma amerykańska.

Jeroen: Mhm. Czym osobiście zajmujesz się w Planable? Na czym jesteś skupiona?

Xenia: Sama czasem się nad tym zastanawiam. To niezły miszmasz, jeśli spojrzeć na całość. Pewnie byś się ze mną zgodził — albo nie. Zakres jest po prostu tak różnorodny i robisz tak wiele rzeczy jednocześnie. Jednym z moich obecnych obszarów skupienia jest proces rebrandingu. Nie zmieniamy nazwy. Nadal będzie to Planable, ale zmieniamy identyfikację wizualną, bo jeśli spojrzysz na obecne logo Planable i nowe logo Slack, możesz dostrzec pewne podobieństwa. Nasze logo zaprojektowałam jednak sama, trzy lata temu. Slack to duża firma, więc nie zamierzasz z nimi konkurować. Tak więc tak, wprowadzamy zmiany.

W każdym razie zdecydowanie potrzebuje ono aktualizacji, więc była to dobra okazja, żeby rozwinąć markę. To jeden z moich głównych obszarów skupienia w tej chwili. Poza tym rekrutujemy. Myślę, że rekrutacja zawsze jest jednym z moich najważniejszych priorytetów. Rekrutacja, budowanie kultury i upewnianie się, że odhaczam wszystkie punkty, o których właśnie rozmawialiśmy.

Tak, to dwa obszary, na których obecnie skupiam się najbardziej. Myślę, że trzecim jest sprzedaż, czyli pozyskiwanie nowych klientów. To moje trzy najważniejsze priorytety, o których myślę każdego dnia.

Jeroen: Czyli tymi trzema rzeczami zajmujesz się, kiedy jesteś w biurze?

Xenia: Tak. To znaczy, mówię o nich na wysokim poziomie. W dużym uproszczeniu właśnie tym się zajmuję. Ale tak naprawdę przekłada się to na pisanie e-maili — dużej liczby e-maili.

Jeroen: Głównie pisanie e-maili. Ja sam właściwie nie piszę aż tak wielu e-maili, co chyba czasami nie jest najlepsze.

Xenia: Nie jest najlepsze? Dlaczego mówisz, że „nie jest najlepsze”?

Jeroen: Ludzie długo czekają na odpowiedź. Wszystko dlatego, że jest tak wiele innych kanałów, które pochłaniają moją uwagę. Na przykład rozmawiamy z klientami przez Intercom.

Xenia: Racja.

Jeroen: Z innymi founderami i podobnymi osobami rozmawiam głównie przez Facebook Messenger albo WhatsApp. Do tego dochodzi wewnętrzny czat na Slacku. A e-maile to naprawdę ostatnie miejsce, do którego zaglądam.

Xenia: Ciekawe. Dla mnie e-maile są pierwszą rzeczą, którą sprawdzam — chyba dlatego, że Intercom wykorzystujemy w przypadku klientów korzystających z self-service, czyli osób, które trafiają na stronę internetową po darmowy okres próbny i tak dalej, a także w przypadku klientów. Moim priorytetem są klienci enterprise, a z nimi zwykle kontaktujemy się przez e-mail, a nie chatbota. Kontakt z dostawcami i rekrutacja również odbywają się przez e-mail. To zajmuje więc ogromną część mojego dnia.

Jeroen: Tak, to może być prawda. LinkedIn również.

Xenia: To prawda. LinkedIn również. Nie wiem, jak jest u ciebie, ale mam ogromny problem ze skrzynką odbiorczą LinkedIn. Marzę o lepszej skrzynce odbiorczej LinkedIn — takiej z przypomnieniami i funkcją odraczania wiadomości. Praca z nią wydaje się po prostu bardzo nieefektywna. Jestem zmuszona korzystać ze skrzynki odbiorczej LinkedIn, ale marzę o tym, żeby ktoś stworzył lepszego klienta. Tak jak istnieją klienty poczty e-mail, wyobrażam sobie coś podobnego dla LinkedIn. Ktoś powinien to zbudować, jeśli API na to pozwala.

Jeroen: Mam nadzieję, że LinkedIn to usłyszy, bo myślę, że wiele osób chciałoby to zrobić, ale API LinkedIn na to nie pozwala.

Xenia: O rany. No cóż, trzymajmy kciuki, żeby LinkedIn kiedyś to zbudował.

Jeroen: Jedyne, co można zrobić, to niejako obejść problem. Załóżmy, że tworzysz skrzynkę odbiorczą po stronie klienta, działającą na ich rozwiązaniu.

Xenia: Tak.

Jeroen: Tylko pytanie, jak długo to przetrwa.

Xenia: To prawda. Nie jestem pewna, ale zawsze trudno jest budować coś na rozwiązaniach innych firm. Mówię to z własnego doświadczenia — w przypadku API zawsze pojawia się jakiś problem. Jest to szczególnie trudne teraz, gdy LinkedIn bardzo restrykcyjnie podchodzi do swojego API.

Jeroen: Tak. To całkowicie niezwiązane z tematem pytanie. Czy po waszej stronie wymaga to dużo pracy? Czytałem na przykład kilka wpisów autorstwa ludzi z Quuu, z których wynikało, że dużą część 2018 roku spędzili na nadrabianiu zaległości związanych ze wszystkimi różnymi API i zmianami, które wprowadzili ich właściciele.

Xenia: Tak.

Jeroen: Widziałem też inne aplikacje, które zamykały działalność, bo Twitter zamykał jakąś część swojego API, a potem odbierał im do niej dostęp. Są też narzędzia działające na LinkedIn, które są nieco bardziej hakerskie i nie korzystają z API. Jak to wygląda u was?

Xenia: Praca z API jest dla nas trudna. Ponieważ jednak problem, który rozwiązujemy, dotyczy bardziej współpracy i planowania niż publikowania, powiedziałabym, że nie jest to rdzeń Planable, ale zdecydowanie znajduje się wśród pięciu najważniejszych problemów i pięciu najważniejszych priorytetów, które mamy.

Na przykład jednym z największych wyzwań, z jakimi obecnie się mierzymy, jest bezpośrednie publikowanie na Instagramie. Wielu partnerów marketingowych Facebooka ma funkcję bezpośredniego publikowania na Instagramie — na przykład Hootsuite. My jeszcze jej nie mamy. To problem zarówno w kontekście utrzymania obecnych klientów, jak i zdobywania nowych. Zdecydowanie jest to najbardziej oczekiwana funkcja, której obecnie nam brakuje. A teraz, gdy Facebook wprowadza bezpośrednie publikowanie na Instagramie w swoim Creator Studio, sytuacja staje się jeszcze trudniejsza.

To naprawdę łamie serce, kiedy rozmawiasz z klientami, a oni odchodzą z Planable, bo nie mamy tej funkcji. To nie jest coś, na co mamy wpływ. Gdyby to zależało od nas, zbudowalibyśmy ją w jeden dzień, ale znów problemem jest API. Dlatego poświęcamy dużo czasu na współpracę z Facebookiem, żeby uzyskać rozszerzony dostęp do API. API to po prostu przekleństwo — zarówno praca z nim, jak i uzyskanie do niego dostępu jest trudne.

Jeroen: Tak. Wróćmy więc do tego, czym się zajmujesz. Gdybym miał przyjrzeć się twojej pracy, jakie jest dokładnie kolejne zadanie z całej listy, które chciałabyś delegować?

Xenia: Zadania, które chciałabym delegować?

Jeroen: Tak. To znaczy, jesteś CEO, współzałożycielką i zajmujesz się ogólnym zarządzaniem, więc pewnie jest coś, czym chciałabyś zajmować się częściej. Jaka jest ta jedna rzecz, którą obecnie robisz, ale chciałabyś delegować, żeby lepiej skupić się na firmie?

Xenia: Tak. Myślę, że jedną z takich rzeczy jest zdecydowanie delegowanie części procesu rekrutacji, bo teraz zajmuję się nim od początku do końca. Teraz chcę zaangażować zespół w pierwszą część procesu rekrutacji — pełny screening i wstępną selekcję kandydatów. Myślę, że to również daje zespołowi poczucie sprawczości, bo ma wpływ na decyzję o tym, kto do niego dołączy i kto będzie jego nowym współpracownikiem. To jest dla nich wzmacniające, a mnie pomaga też zaoszczędzić trochę czasu — mogę dołączyć do procesu rekrutacji w jego środkowej części, zamiast zajmować się nim od początku do końca.

A potem sprzedaż. Rozbudowanie zespołu i rozwijanie zespołu sprzedażowego, tak żeby nie tylko ja skupiała się na sprzedaży enterprise, ale żeby zespół wspierał tę funkcję.

Jeroen: Spośród rzeczy, którymi się zajmujesz, co właściwie daje ci najwięcej energii?

Xenia: Jestem bardzo, bardzo podekscytowana i przerażona naszym rebrandingiem. Mam wobec niego mieszane uczucia, ale z jednej strony jestem pełna entuzjazmu, a z drugiej trochę się boję. Nie mogę się jednak doczekać, żeby zobaczyć, jak to wszystko ostatecznie wyjdzie i jak będzie wyglądać. Myślę, że taka zmiana to powiew świeżego powietrza i że jest już bardzo potrzebna.

Jestem bardzo zaangażowana i pełna entuzjazmu, jeśli chodzi o branding i nową stronę internetową, również dlatego, że wiąże się to z projektowaniem, a ja uwielbiam design. Kiedy zakładałam firmę, na początku zajmowałam się projektowaniem naprawdę w dużym stopniu, ale teraz nie mam już na to czasu — i nie powinnam go mieć. Za każdym razem jednak, gdy mam okazję przekazać uwagi dotyczące designu i naszych materiałów marketingowych albo zrobić cokolwiek związanego z projektowaniem, jestem bardzo podekscytowana.

Jeroen: Dlaczego tak sądzisz?

Xenia: Cóż, nauczyłam się Photoshopa, kiedy byłam w siódmej klasie. Przeprowadziliśmy się z rodziną z jednej części Mołdawii do innej i nie miałam tam żadnych przyjaciół, więc latem nauczyłam się Photoshopa. Moja mama jest malarką, ma wyczucie estetyki i nauczyła mnie patrzeć na świat w sposób wizualny. Myślę, że tego mi brakuje. W tamtym czasie dużo projektowałam w mojej agencji, więc sądzę, że bardzo tę część swojej pracy wspominam i za nią tęsknię.

A poza tym, kiedy coś jest wizualne, można niemal tego dotknąć, prawda? W przypadku innych rzeczy, takich jak sprzedaż czy marketing, mamy raczej do czynienia z procesem niż z konkretnym rezultatem. Design jest czymś najbliższym rzeczywistemu, fizycznemu przedmiotowi. Myślę, że ma to również związek z moim pierwszym przedsięwzięciem, kiedy tworzyłam ręcznie robioną biżuterię. To także fizyczny produkt.

Myślę więc, że brakuje mi całego tego etapu budowania i projektowania pięknych rzeczy — i chyba właśnie dlatego tak bardzo to lubię. Lubię się tym zajmować, kiedy tylko mam okazję.

Jeroen: Tak, właśnie miałem powiedzieć, że pewnie lubisz budować piękne rzeczy — i wtedy sama to powiedziałaś.

Xenia: Tak.

Jeroen: Zakładam, że jesteś dość zajęta, biorąc pod uwagę wszystkie różne rzeczy, którymi się zajmujesz — od rekrutacji, przez proces projektowania, po sprzedaż. Tyle różnych spraw! Jak zachowujesz równowagę między tym wszystkim a, powiedzmy, życiem osobistym? Gdzie przebiega granica między pracą a resztą życia?

Xenia: Nie wiem, czy rzeczywiście zachowuję równowagę. Pamiętam, że kiedy zaczynaliśmy Planable, nie mieliśmy weekendów. Myślę, że byliśmy tak, tak podekscytowani budowaniem tego produktu. Nadal oczywiście jesteśmy bardzo podekscytowani, ale wtedy nie mieliśmy żadnych granic. Pracowaliśmy w soboty i niedziele, aż do 23:00. Z czasem zaczęliśmy jednak wygospodarowywać czas na życie osobiste — najpierw zaczęliśmy mieć wolne niedziele, a potem również soboty.

Teraz próbuję rozwijać jakieś hobby i zajmować się innymi rzeczami, żeby zachować równowagę w życiu, ale nie jestem jeszcze pewna, czy idzie mi to naprawdę dobrze. Obecnie staram się chodzić na siłownię. Myślę, że dodaje mi to energii, pomaga wprowadzić do życia odrobinę równowagi i pozwala się zresetować. Nadal jednak trudno mi robić to regularnie — podobnie jak wielu innym osobom. Z siłownią trudno wytrwać.

Jeroen: Tak. Skoro szukasz hobby, zakładam, że nie masz dzieci?

Xenia: Nie, nie mam. Czy dzieci to hobby?

Jeroen: Nie. One zabijają hobby.

Xenia: Och. Tak, nie mam dzieci. Nie mam więc aż tak bogatego życia osobistego. A przynajmniej nie jest ono aż tak interesujące.

Jeroen: Czyli głównie rozwijasz kilka hobby i chodzisz na siłownię?

Xenia: Tak.

Jeroen: Jakiego rodzaju hobby bierzesz pod uwagę?

Xenia: Cóż, znowu myślałam o czymś fizycznym, na przykład o rękodziele — o robieniu czegoś własnymi rękami. Przeglądałam lekcje na Skillshare i tym podobne, dotyczące tworzenia ceramicznych doniczek, malowania ich i takich rzeczy. Chciałabym się tym zająć, ale do tego potrzebny jest taki duży piec, w którym można wypalać te ceramiczne doniczki. A żadnego nie znalazłam. Są naprawdę, naprawdę drogie, jeśli chce się je kupić, więc trzeba jakiś znaleźć — a w Bukareszcie niczego nie znalazłam. Chciałabym jednak spróbować, bo znowu przypomina mi to, czym zajmowałam się w liceum, czyli tworzeniem biżuterii. Wyobrażam sobie, że samo malowanie i wykonywanie tych rzeczy własnymi rękami byłoby bardzo relaksujące. To coś, czym chciałabym się zająć.

Ale tak, odkładam to do czasu, aż znajdę rozwiązanie, które pozwoli mi faktycznie je tworzyć.

Jeroen: Tak. A to w Bukareszcie czy w Londynie? Bo rozmawialiśmy o tych dwóch miejscach.

Xenia: Nie, obecnie mieszkam w Bukareszcie. Firma jest zarejestrowana w Londynie i prowadzimy tam dużo działalności. Mamy tam inwestorów i klientów, więc spędzam w Londynie sporo czasu. Ale teraz to Bukareszt uważam za swój dom.

Jeroen: Mhm. Powoli kończąc: czy też czytasz książki?

Xenia: Czytam, ale szczerze mówiąc, nie tak dużo, jak bym chciała.

Jeroen: Zwykle pytam o ostatnią dobrą książkę, którą przeczytałaś, i o to, dlaczego zdecydowałaś się ją przeczytać.

Xenia: Ach, tak. Ostatnia, którą przeczytałam — a właściwie wciąż ją czytam — to 21 Lessons Noaha Harariego.

Przeczytałam też jego książkę Sapiens. Bardzo podoba mi się wiele z tego, o czym pisze. Myślę, że szczególnie jeśli pracuje się w branży technologicznej, 21 Lessons to dobra książka. Jest też po prostu łatwa do przeczytania. Nie wymaga dużej przestrzeni mentalnej ani wysiłku, więc powiedziałabym, że to również lektura relaksująca. Przynajmniej dla mnie.

Jeroen: Tak. Jaki najważniejszy wniosek wyciągnęłaś z tej książki do tej pory? Jaka lekcja szczególnie z tobą została?

Xenia: Dane nas wszystkich zabiją. Tak, dużo pisze o tym, jak gromadzenie danych na temat ludzkości i społeczeństwa — jeśli nie będzie odpowiednio regulowane przez rządy — może w przyszłości doprowadzić do powstania autorytarnych reżimów technologicznych. Pokazuje też, jak źle może się to skończyć, jeśli dane nie będą regulowane, bo osoby, które je posiadają, mogą tworzyć technologie, które niekoniecznie będą działały w naszym interesie.

Możemy więc trafić do bardzo orwellowskiego świata. Tak że mówiłam, że to relaksująca lektura, ale teraz, kiedy to wypowiadam, brzmi to przerażająco.

Jeroen: Czy jest coś, co chciałabyś wiedzieć, kiedy zaczynałaś pracę nad Planable?

Xenia: To ciekawe pytanie. Tak, chciałabym, żeby ktoś wyjaśnił mi, że osiągnięcie product-market fit zajmie dużo czasu i że product-market fit to coś bardzo niepewnego. Możesz myśleć, że już go osiągnąłeś, ale zawsze pozostaje pytanie, czy rzeczywiście ci się to udało.

Myślę więc przede wszystkim o tym, ile czasu zajmuje wprowadzenie produktu na rynek i iterowanie nad nim. Chyba byłam trochę naiwna i oczekiwałam, że wszystko potoczy się nieco szybciej — chciałabym wiedzieć o tym od początku. Chciałabym mieć lepiej ustawione oczekiwania. Myślę, że to jedna z rzeczy, które chciałabym wtedy wiedzieć. Tak.

Jeroen: Kiedy o tym myślę, czuję podobnie. Pamiętam, że był kwiecień 2014 roku: mieliśmy ten świetny pomysł, a potem myśleliśmy: „Ludzie to pokochają i bardzo szybko odniesiemy sukces. Musimy tylko zbudować ten produkt”. Mieliśmy wprawdzie pewne podejście — żeby robić to krok po kroku i testować pomysł.

Ale zdecydowanie wyobrażaliśmy sobie, że wszystko potoczy się szybciej, niż faktycznie się potoczyło.

Xenia: Myślę, że jednym z problemów było to, że wyobrażałam sobie, iż wszystko zależy ode mnie, prawda? Od tego, jak szybko działam i ile pracuję. Ale tak nie jest. Są rzeczy, na które nie masz wpływu. Musisz po prostu poczekać, aż się wydarzą, a czas musi upłynąć. Chciałabym więc wiedzieć, że nie wszystko zależy wyłącznie ode mnie, mojego zespołu, tego, ile pracujemy i ile wysiłku wkładamy w ten projekt. Że wciąż zależy to od wielu innych kryteriów, na które nie mamy wpływu.

I myślę, że gdybym o tym wiedziała, pomogłoby mi to w niektórych sytuacjach nie czuć się winną i zachować większy spokój wobec tempa, w jakim wszystko się dzieje. Bo jeśli wywierasz na siebie całą tę presję i myślisz, że to wyłącznie od ciebie zależy, jak potoczą się losy firmy, to kiedy coś nie idzie dobrze, cała wina również spada na ciebie.

Jeroen: Tak.

Xenia: I w pewnym sensie tak jest, bo to ty prowadzisz firmę, ale nie w stu procentach, prawda? Istnieją pewne czynniki, na które nie masz wpływu, i musisz mieć tego świadomość.

Jeroen: Racja. Czy możesz podać jakieś przykłady?

Xenia: Zdecydowanie API. Współpraca z zewnętrznymi partnerami zawsze jest trudna. Także rozmowy z klientami i podpisywanie nowych umów to czynniki zewnętrzne. Możesz na nie wpływać. Możesz przyspieszyć cały proces. Ale ostatecznie znów pozostaje to poza twoją kontrolą. Myślę, że w sprzedaży jest wiele takich rzeczy, które nie zależą całkowicie od ciebie, prawda? Wiesz o tym prawdopodobnie więcej ode mnie. Ale mam wrażenie, że właśnie tego do tej pory się nauczyłam.

Jeroen: Dobrze. Ostatnie pytanie. Jaka jest najlepsza rada biznesowa, jaką kiedykolwiek dostałaś?

Xenia: Najlepsza rada biznesowa? Daj mi chwilę, muszę się zastanowić.

Jeroen: Mogła pochodzić od któregoś z twoich inwestorów, współzałożycieli albo z Techstars?

Xenia: Tak, myślę, że niedawno usłyszałam ją od jednego z moich inwestorów. To dobra rada dotycząca stworzenia własnej kategorii. Uważam, że bardzo ważne jest zdefiniowanie nowej kategorii i zbudowanie jej za pomocą własnego produktu. Właśnie nad tym obecnie myślimy w kontekście Planable: jaką kategorię produktu tworzy Planable? Prawdopodobnie będzie to współpraca przy tworzeniu treści.

Myślę więc, że stworzenie nowej przestrzeni i przejęcie nad nią kontroli, wbicie w niej własnej flagi i rozwijanie wzrostu w ramach stworzonej przez siebie kategorii to interesujące podejście do biznesu. To była naprawdę dobra rada.

Ale ogólna rada dotyczy po prostu tego, jak ważny jest zespół. Myślę, że tego bardzo wcześnie nauczyli mnie moi mentorzy. A ponieważ na początku byłyśmy tylko my, trzy współzałożycielki, jedną z najlepszych rad, jakie dostałam, było to, żeby na początku nie zatrudniać ludzi — jeśli wiesz, co mam na myśli. Odłóż zatrudnianie tak długo, jak tylko możesz. To ważne, bo dało nam, współzałożycielkom, szansę zbudować między sobą kulturę pracy, uzgodnić wartości i wszystko inne oraz wejść w etap zatrudniania z większą dojrzałością jako firma. Myślę więc, że to była bardzo dobra rada.

Jeroen: To zdecydowanie bardzo trafna rada. Ja również polecałbym ludziom takie podejście.

Xenia: Tak.

Jeroen: Jeszcze raz dziękuję, że wystąpiłaś w Founder Coffee, Xenia. Wspaniale było cię gościć.

Xenia: Bardzo dziękuję, Jeroen, za zaproszenie. Właśnie skończyła mi się kawa, więc idealnie trafiłeś w czas.

Jeroen: Super!


Podobało ci się? Przeczytaj wywiady Founder Coffee z innymi założycielami.

Mamy nadzieję, że podobał ci się ten odcinek. Jeśli tak, wystaw nam opinię w iTunes!

👉 Możesz śledzić @salesflare na Twitter, Facebook i LinkedIn.